W minionym tygodniu odbyło się kilka zawodów, na których obecni byli nasi zawodnicy. Dwoje z nich: Karolina Łącka i Krzysztof Głombik  postanowili spisać swoje przeżycia.

Karolina wzięła udział w LCJRun czyli pięciokilometrowym biegu po pasie startowym łódzkiego lotniska:

Z soboty na niedzielę po 23.00 zjawiłam się na pasie startowym Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta w Łodzi. Impreza rozpoczęła się od wizyty uczestników w biurze zawodów zlokalizowanym w miejscu, które na co dzień służy do odprawy pasażerów, następnie uczestnicy przechodzili kontrolę bezpieczeństwa, aby w hali odlotów oczekiwać na start.

W biegu brało udział 850 biegaczy, start zaplanowany był na 24.30, dystans: 5km. Spodziewałam się prostej trasy- bo to w końcu pas startowy lotniska- niestety myliłam się. Dodatkowym utrudnieniem dla wszystkich biegnących była panująca duchota i mgła. Słaba widoczność- to kolejne utrudnienie z którym przyszło nam się zmierzyć. Poprawiałam swoj czas na dystansie 5 km, zajełam 10. miejsce na 210 startujących kobiet. To był najbardziej klimatyczny bieg w jakim brałam udział. Wróciłam do domu usatysfakcjonowana osiągniętym czasem. Za rok z pewnością ponownie tam będę!

Krzysztof z kolei debiutował na maratońskim dystansie i to nie na byle jakim biegu, tylko na trasie 13. Cracovia Maratonu:

Wreszcie po wielu miesiącach przygotowań,  choć ze świadomością, że nie wszystko udało się przepracować jak zakładałem,  stanąłem w strefie  startu Cracovia Maraton 2014 wśród 5,5 tysiąca biegaczy.  Ten udział  był  swoistego rodzaju prezentem własnym  na 50 urodziny, a właściwie późno realizowanym marzeniem sprzed prawie 30 lat! W głowie spory zamęt, jak to zrobić, by dotrwać do końca. Założenia na ten pierwszy raz były proste: rozpocząć wolno, kontrolować międzyczasy, ukończyć bieg i w miarę możliwości nie męczyć się na trasie dłużej niż 4h 30min. Już na początek spore zaskoczenie, bo od sygnału startu minęło dobrych parę minut, nim przekroczyłem linie startu.  No i zaczęło się! Całą trasę podzieliłem sobie na sześć  siedmiokilometrowych odcinków, by kontrolować międzyczasy.   Zamierzałem biec własnym tempem ćwiczonym intensywnie w ostatnich miesiącach, ale pomyślałem sobie, że może podepnę się do niebieskiego balonika z napisem 4.30. Konsekwencje tej decyzji podjętej w ostatniej chwili nie kazały długo na siebie czekać. Pierwsze 7 km  wolne, tak jak planowałem.  Na następnych  7 km tempo niebezpiecznie wzrosło poniżej 6min/km.  Uświadomiłem sobie, że jeśli tak będę gonił (wiem, dla wytrawnych biegaczy to zaledwie truchcik!), to po czymś takim padnę przed końcem.  Zwolniłem do swojego tempa, ale sporo energii poszło w kosmos, o czym przekonałem się później.  Szkoda, że sobie nie zaufałem! Wreszcie półmetek, zaczęło padać – na szczęście nie trwało to dłużej niż pół godziny.  Asfaltowa nawierzchnia zaczęła się „dobierać” do moich kolan. Zaczyna boleć jak diabli.  Pojawiają się pierwsze chwile zwątpienia, że może się nie udać. Z drugiej strony , nie chcę skończyć biegu z kontuzją eliminującą mnie z biegania na najbliższe miesiące. Próbowałem biec tak, by zmniejszyć obciążenie kolan. Nieco pomogło. Na szczęście trasa miała taki układ, że zaczęliśmy się oddalać od Rynku w Krakowie, więc nawet po zejściu z trasy, trzeba by dreptać parę kilometrów z powrotem. Myślę sobie, jaka różnica, pieszo, czy biegiem. Zasuwam dalej!  Kilkukrotne próby przejścia do marszu okazywały się nie mniej bolesne, więc wracam do biegu. Tak więc między 25-35 kilometrem zaczęła się walka ze zbuntowanymi kolanami. Wymuszona zmiana kroku dociążała łydki. Pojawiają się obawy o skurcze.  Myślę sobie, co się dzieje?  Kilka tygodni wcześniej na 33 km wybieganiu czułem się jak bym przebiegł zaledwie kilkanaście kilometrów, a dziś taka mordęga! Na punkcie żywieniowym gdzieś koło 35 kilometra pojawiła się ekipa z balonikiem na 4h 45min. Przykleiłem się do grupy i wróciła energia, przestałem zwracać uwagę na obolałe kolana. Zacząłem biec już wyłącznie głową.  Pociągnąłem w grupie kilka kilometrów. Do mety jeszcze 3 km, musiałem trochę podreptać. I znów bieg! Teraz celem był już przydrożny kosz na śmieci,  najbliższa latarnia, zakręt, ostatnia prosta wśród mocnego dopingu widzów, META! Dobiegłem! Tego uczucia nie da się opisać, to było coś niesamowitego. Bałem się, że się rozkleję! To co dzieje się w głowie i sercu  po minięciu pierwszy raz mety maratonu jest fantastyczne, i będzie czymś, co przywoływane  doda sił w chwilach, gdy będzie bardzo, bardzo ciężko!

Czas: 4 h 46min 17s

Realizacja założeń: bieg ukończony, czas jednak  gorszy od zamierzonego, nierówne tempo, choć całość raczej OK. Na przyszłość bardziej zaufać sobie.

Straty „osobowe”: jeden duży pęcherz na palcu u nogi, jeden paznokieć zakwalifikowany w najbliższych dniach do zejścia.

Stan organizmu: wróciłem z Krakowa prowadząc auto, dziś po schodach i nie tylko… chodzę. Skurczy nie było, „ściany” chyba nie, bo ciągle byłem w stanie przebierać nogami. Dziś pauzuję, jutro wracam do biegania.

Uwagi o trasie: mocno „zakręcona” – sporo nawrotów na „agrafkach” , momentami wąsko, parę „morderczych” podbiegów,  szczególnie dających się we znaki  w końcówce. Dwa razy ta sama pętla 21 km. Dobra organizacja, świetnie zorganizowane punkty żywieniowe. Fantastyczna atmosfera Krakowskiego Rynku. Sporo kibiców na trasie. Gratulacje dla Krakusów!”

 

– jj

8 Comments

  1. ze sporym opóźnieniem serdecznie obojgu gratuluję …Krzysztof a Tobie zazdroszczę 🙂 masz już ten magiczny dystans za sobą 🙂

  2. Gratki dla Karoliny (fajnie jest biegać w klimatycznych biegach i wracać z życiówkami! 🙂 ) i dla Krzyśka! Dałeś radę! Pojechałeś jako Biegacz, wróciłeś jako Maratończyk! 🙂

  3. Obojgu GRATULUJĘ tak szczerze jak czynię to zawsze.Tak dalej pobijajcie życiówki.Jeśli kiedyś dane mi będzie przebiec maraton to muszę zapytać jak to zrobić bo ten dystans jak na dziś to tylko wielki

  4. wielki gratulacje!! 🙂
    chciałem jeszcze zwrócić uwagę na solidny występ Luxtorpedowiczów w Biegu Fiata okraszony życiówką Łukasza 🙂

  5. Gratulacje dla Karoliny i Krzysztofa choć muszę dać burę Krzyśkowi!

    Dlaczego nie dałeś znać że biegniesz? Hmm…. po to jesteśmy grupą żeby się wspierać. My też biegliśmy na tym biegu i zawsze z chęcią czekamy na swoich! Pozdrawiam.

  6. Gratulacje dla Karoliny no i dla Ciebie Krzysztof !!! Ja zamierzam pobiec swój pierwszy maraton w październiku i po Twojej relacji coraz bardziej przekonuję się do tego pomysłu :)a co do rozklejenia na mecie to pewnie jak mi się uda to będę ryczeć jak bóbr 🙂 Jeszcze raz wielkie gratulacje a o szczegóły biegu będę pytać na wyjeździe 1.06. 🙂

Leave a Reply

Close