Kontuzji nie było, w nodze jeszcze coś siedzi (generalnie jednak mi nie przeszkadzała), ale jak się okazało przygotowanie takie jakie było okazało się niewystarczające. Myślę, że brakło mi jakichś dwóch tygodni spokojnego treningu objętościowego i może jakiegoś jeszcze jednego półmaratonu. Trochę w tym Poznaniu poeksperymentowałem bo wiedziałem, że chyba i tak nie jestem w stanie przebiec całego dystansu od „S” do „M”. Planowałem ustawić się jak najbliżej linii startu (tak zrobiłem) i biec w tempie ok.5:15/km. Okazało się jednak, że „fala” niesie. Starałem się oczywiście kontrolować tempo (na Graminie miałem ustawione dwie wartości: tempo średnie i tempo ostatniego kilometra) i gdy tylko zauważyłem, że przyśpieszam starałem się zwolnić. Cóż z tego skoro tempo średnie cały czas utrzymywało się na poziomie 5:10. Gdzieś na 15km przestałem się już tym martwić, a na półmetku nieśmiało pomyślałem, że może uda się zrobić „życiówkę”. Jednak gdzieś na 28km poczułem, że nic z tego nie będzie. Dobiegłem do 30km i zrobiłem pierwszy marsz. W tym momencie miałem ok 3:40 zapasu nad własną życiówką i około 5min. nad grupą biegnącą na 3:45. Marsz nie był zbyt długi i po nim jeszcze biegłem do 34km. Tam rozpoczął się najdłuższy i najcięższy podbieg na trasie. Gdyby jeszcze w tym momencie doszła mnie mnie grupa „3:45” może bym się jeszcze zmusił by dotrzymać im kroku. Niestety oni pokazali mi plecy dopiero na 37km, a ja wtedy nie miałem już najmniejszej ochoty by z nimi biec. Wtedy też pomyślałem, że co jak co ale Damek (prowadził na 4: godziny)  ze swoją grupą nie może mnie dojść. Skończyło się na czasie netto 3:49:37, który i tak uważam za sukces. Trochę żal utraconej szansy na życiówkę, ale dzisiaj już wiem, że przy takim przygotowaniu nie było na nią szans. Z drugiej jednak strony za dobry prognostyk na przyszłość przyjmuję fakt, że byłem w stanie pobiec 30km w średnim tempie 5:10. Może następnym razem będzie lepiej?

http://connect.garmin.com/player/233774025

Pod tym linkiem znajdziecie cały zapis mojego biegu. widać tam jak na dłoni, gdzie dla mnie zaczęły się schody.

 

I na koniec jeszcze jedna sprawa Może Poznań to nie Berlin, ale z tych maratonów które przebiegłem w tym roku, właśnie w stolicy Wielkopolski było najwięcej kibiców. I mogę was zapewnić, że w zdecydowanej większości byli to kibice świadomi tzn. tacy, którzy stali przy trasie nie z ciekawości ale żeby nas dopingować. W takich warunkach biegnie się znacznie lżej. Kapel przygrywających na trasie to było chyba z dziesięć. Mnie natomiast najlżej się biegło gdy przebiegałem obok zespołu , który akurat grał stary kawałek pod tytułem „JUŻ TAKI ZE MNIE ZIMNY DRAŃ”. Nie wiecie czemu?

5 Comments

  1. Raz jeszcze gratulacje! Jak na niedosyt w treningach i wiele kłopotów po drodze, wynik świetny! Tak czy siak ten sezon i tak kończy Pan z życiówką. Może w Dębnie razem powalczymy o życiówki? 🙂

  2. Gratulacje! Śledziłem wyniki „na żywo” i po 30km spodziewałem się życiówki. Ale wiadomo, te ostanie kilometry są najdłuższe…
    W przyszłym roku w planach Dębno i Warszawa?

  3. Gratulacje !!! Jestem pewna, ze w przyszłym roku pobijesz życiówkę. Chociaż muszę się przyznać, że kibicowałam Tobie z całych sił. Braciszku mam prośbę opisz występ w silesia półmaratonie bo tak dobrze Ci to wychodzi, a chciałabym żeby nasz pierwszy występ na tym dystansie był uwieczniony PROSZĘ 🙂

Leave a Reply

Close