7 kwietnia pokonałem siebie i spełniłem marzenie: przynajmniej raz w życiu ukończyć maraton. Trzymiesięczne przygotowania zakończyły się sukcesem. Maraton Dębno już za nami.

W drodze do Dębna.

 W sobotę w składzie: ja, Wojtek, Andrzej oraz dwójka obstawy Gosia i Emila wyruszyliśmy do Dębna. Wcześniej odwiedziliśmy naszych klubowiczów na treningu w Stanowicach. Kiedy oni ruszyli na trening my rozpoczęliśmy podróż do Dębna. Po długiej trasie dotarliśmy.  Szybkie rozlokowanie w miejscach noclegowych w Kostrzynie nad Odrą. Ja z tatą w domu turysty a reszta ekipy w Hoteliku oddalonym o 700m. Znów w auto i do Dębna.

W drodze do Dębna
W drodze do Dębna

Miejscowość niewielka licząca 13 000 ludności ale zadbana. Ładne boiska, orlik i hala sportowa w której rozmieszczone było biuro zawodów. Pakiet startowy: koszulka okolicznościowa, pakiet na pasta party, regeneracyjny i ciepły posiłek. Kilka fotek i idziemy na pasta party. Już dało się czuć atmosferę biegu.

Po makaronie wróciliśmy do Kostrzyna miasta przystanku Woodstock. Kolacja w postaci pizzy i upragniony jak dla mnie po takiej długiej podróży sen, który jednak łatwo nie przyszedł.

Przed maratonem
Sesja dla sponsorów 🙂

Dzień biegu…

 Rano śniadanie, wymeldowanie i wyjazd do Dębna. Na miejscu byliśmy po 10:00. Rozgrzewka i na start. Napięcie narastało. W głowie myśli: czy wytrzyma kolano, czy treningi wystarczyły. Do ostatniego momentu zastanawiałem się na ile pobiec 3:45 czy 4:00h.

Gladiatorzy wchodzą na arenę. (fot. Fotomaraton.pl)
Gladiatorzy wchodzą na arenę. (fot. Fotomaraton.pl)

Odliczanie: 10, 9, 8, 7… wystrzał? Nikt nie biegnie. Mały falstart. Jeszcze raz bez odliczania i … ruszyliśmy. Mnóstwo kibiców, ciarki przechodzą po plecach. Tylko nie ruszyć za szybko. Pierwszy kilometr biegło się nieźle, zerkam na zegarek tempo 5:26. Szybko. Drugi kilometr 5:18 za szybko. Kolejne kilometry utrzymuje tempo. Pomyślałem: no nic biegnę dalej widocznie wolniej się nie da. Pierwsza pętla za nami i pierwsze przebiegnięcie przez linię mety. Niesamowite uczucie gdy tylu kibiców na trasie. Pierwsza piątka w tempie 5:23/km. Na każdym punkcie woda lub izotonic i mały kawałek banana. To była ostatnia rada Kuby przed startem. Drugi raz przebiegam przez linię startu. Gosia i Emila na trasie. Obok biegnie jakiś zakręcony Ukrainiec bez koszulki. Głośno pozdrawia kibiców. Ruszamy na długie pętle. Następny raz widzimy się w tym miejscu za około 1,5h. Mijam 10km i utrzymuje wciąż tempo. Ładna trasa w lesie. W jakiejś wiosce kibice mieli pierwszego grilla w tym roku gdyż pogoda dopisała tego dnia: około 10 stopni i słonko. Pozdrawia nas starsza Pani, która pewnie pamięta wszystkie edycje w czterdziestoletniej historii maratonu.

            Połowa maratonu (jak banalne jest od dziś bieganie półmaratonu) . Siły nadal są. Nie ma oznak kryzysu a tempo wciąż te same. Wbiegamy na pętelkę po mieście. Kibice zasłonili chyba czas bo nie widziałem kiedy był 25km. Jest Gosia, która próbuje mnie dogonić i dać żel energetyczny. Grzecznie dziękuje. Lepiej nie ryzykować. Tuż za miastem szaleni kibice z ogródków działkowych wykreśli nam już metę na trasie. Niestety jeszcze 15km. Zaczynam czuć zmęczenie. Tempo spadło do 5:30/km. Pierwszy mały kryzys. Jest 35km. Wszystko mnie zaczyna denerwować: spocone ręce, drzewa na trasie, nieobrane banany. Zaczynają boleć mięśnie karku i plecy w „krzyżu”. Niestety nie przebiegnę całego. Po 37km zacząłem marsze. „Biegnę do wodopoju” … izotonic, chwila marszu i biegnę dalej. No tak jeszcze „kolka” mnie złapała. Wbiegamy do miasta, Gosia i jakaś Pani krzyczą „Michał, Michał!”. Ja idąc pomyślałem tylko „No i po co robisz mi zdjęcia jak idę”. Kibice dają moc więc zmuszam się do biegu. Przedostatni punkt odżywczy na którym olewam już banany. Chyba już nie złamię tych 4:00 pomyślałem. Przed 40km mija mnie znajomy Ukrainiec z początku biegu. Nie ma co 40km i zaczynam ostatni bieg. Już się nie zatrzymuję. Z naprzeciwka biegnie Mariusz Maciejończyk z Energetyka i woła „Dajesz Michał”. To już trzeci raz dziś go spotykam. Na 12km poszedł pierwszy. Mówił, że idzie na 4h ale dla mnie było za szybko. Drugi raz w okolicach 30km tym razem on został.

Meta

 Ostania prosta. Zerkam na czas. Daje ile sił. Może uda się jednak te 4h. Ukrainiec zostaje. Widzę czas nad metą. Właśnie padły 4h. Zaraz, zaraz przecież to brutto. „Dajesz Michał”-pomyślałem… ręce w górę- meta.

Mój pierwszy maraton. Nie zapomnę... (fot. FotoMaraton.pl
Mój pierwszy maraton. Nie zapomnę… (fot. FotoMaraton.pl

Mało prawdopodobne bym złamał te 4h. Teraz to nieważne, gdy medal na szyi. Ciężko było dojść na pobliskie boisko do koszykówki. Ukończyłem! Małe wzruszenie chociaż nie wiem czy ze zmęczenia czy z radości. Położyłem się. Nie wiedziałem gdzie iść. Wojtek z tatą już dawno skończyli.

            Dotarła Gosia. Jest i Wojtek, który zaraz nakazał mi wstać. No i dobrze bo jeszcze chwila i bym się nie podniósł. Doszedłem o siebie. Powędrowałem na masaże, zjadłem posiłek i odebrałem pakiet regeneracyjny. Aby złamać 4h zabrakło 28sekund!

Każdy powinien tego spróbować choć raz!

Nogi bolały niemiłosiernie. W drodze powrotnej nie musiałem prowadzić ale wysiedzieć było ciężko. Myślałem sobie jak po każdym pierwszym biegu: nigdy więcej. W poniedziałek niewyspany miałem nadal to uczucie, że to bezsensu. We wtorek jednak już snułem plany na 3:45 w Warszawie.

Zwycięzcy...
Zwycięzcy…

Nasze wyniki:

190. 909 KORZUSZNIK Wojciech Luxtorpeda Czerwionka (POL) 1986 179 M-20 (33) 03:25:47 +01:11:59 03:25:05 14:26:03.48

304. 902 TOMAN Andrzej LUXTORPEDA CZERWIONKA (POL) 1962 291 M-50 (23) 03:35:23 +01:21:35 03:34:42 14:35:39.22

695. 904 TOMAN Michał LUXTORPEDA CZERWIONKA (POL) 1985 659 M-20 (106) 04:01:11 +01:47:23 04:00:28 15:01:27.30

GALERIA I, GALERIA II

6 Comments

  1. W debiucie byłeś szybszy ode mnie o 52 minuty 😉 Trzymaj formę przez sezon to jesienią znów będą powody do świętowania 🙂 Raz jeszcze gratulacje, Prezesie! 🙂

  2. Jednak znam własne dziecko.ŻYCZĘ tylko zdrowia a reszta sama przyjdzie

  3. No raczej koronę chcemy zrobić. Szkoda takiej drogi długiej.

  4. Obym kiedyś mogła doznać takich uczuć jak ty na mecie maratonu 🙂 Jeszcze raz wielkie gratulacje !!!

  5. Gratulacje już były i zaczynam myslec czy Ty chcesz korone zrobic?.Może jeszcze czas:-)

Leave a Reply

Close