Wynik 5:02:56 na atestowanej trasie to moja pierwsza życiówka a w porównaniu do sierpnia zeszłego roku to wynik poprawiony o ponad 30 minut 🙂
Ale od początku, w listopadzie zrodziła się myśl o maratonie na wiosnę, w wyborze Łodzi pomógł mi Andrzej, razem z Dorotą rozpoczęłyśmy przygotowania pod okiem najlepszego trenera na świecie – Jakuba. Całą zimę przepracowałyśmy solidnie, czasem było ciężko, były momenty zwątpienia czy to ma sens. Niestety w marcu choroba Doroty pokrzyżowała nam wspólne plany ( Dorota wracaj do zdrowia jeszcze pobiegniemy razem maraton ) wtedy przez chwilę wątpiłam czy sama dam radę 🙁 Trzeba się było jednak zebrać w sobie i walczyć dalej. Trener nie odpuścił nawet w czasie wyjazdu do Włoch na narty 🙂 I nadszedł ostatni tydzień do maratonu, lżejsze treningi, wizyta u fizjoterapeuty Szymona, który stwierdził, że nie jest źle jak na ponad 800 km przebiegniętych w okresie przygotowawczym.

Przed wyjazdem do Łodzi
Przed wyjazdem do Łodzi

W sobotę o 13.00 wyruszyliśmy super ekipą ( Bożena, Iza, Iwona, Kasia, Andrzej, Jarek, Łukasz i Marcin ) do Łodzi. Podjechaliśmy bezpośrednio po pakiety startowe, po drodze pasta party. Przed dotarciem na nocleg poszłyśmy z Bożena i Izą na mszę Niedzielną do Katedry Łódzkiej gdzie oddałam się opiece Pana Boga i prosiłam o siły na czas maratonu. Wieczorem jeszcze wspólny wypad na pizzę oczywiście o stresie nie mogło być mowy jak się jedzie z taką ekipą, Iwonka rozbroi każdego swoim radosnym usposobieniem 🙂
Noc była krótka, o 7:15 śniadanko, pakowanie i wyjazd do Atlas Areny, depozyt, przejście na start i punktualnie o 9.00 ruszyliśmy, Bożena, Iza i Jarek na 10 km reszta ekipy na jedyne 42.195 km 🙂 Ustawiłam się między balonikami 5:00 a 5:15 ponieważ założenia trenera były biec tempem 7:20 na wynik 5:10. Bardzo kusiło mnie żeby złamać 5 godz. tym bardziej, że czułam się dobrze i baloniki na 5:00 miałam cały czas w zasięgu wzroku. Pogoda była idealna dla mnie chłodno może jedynie czasami wiatr za mocny ale jak wyszło słońce to schładzał. Na 34 km uświadomiłam sobie, że nie dam rady złamać 5 godz. i trochę odpuściłam na ostatnie 4 km wybrała się ze mną Iza i jeszcze mnie motywowała, że po co ja tu przyjechałam chyba nie chodzić tylko biegać i mam ruszyć i biec 🙂 Ostatnie 500 m to czysty sprint, wybuch emocji od płaczu po wrzaski radości i meta przy blasku laserów w Atlas Arenie i dopingu najlepszych kibiców – przyjaciół z grupy 🙂

Szczęśliwi przed wyjazdem do domu :)
Szczęśliwi przed wyjazdem do domu 🙂

Teraz wiem już, że jestem prawdziwym biegaczem 🙂 Jest trzy dni po biegu a ja już tęsknię za treningiem a w głowie układam sobie kolejne cele i plany 🙂 Dodam jeszcze, że Iwonka w swoim debiucie na koronnym dystansie złamała 4 godz. i jest naszą kobiecą mistrzynią 🙂
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna kto choć przez chwilę mojej drogi od listopada do 19.04 był ze mną czy to fizycznie czy duchowo 🙂

Urszula

2 Comments

  1. Gratulacje! Z roku na rok coraz więcej Luxtorped w Łodzi, ciekawe jak będzie w 2016? 🙂

Leave a Reply

Close