Agnieszka Karlik i Jacek Kałusek wzięli udział w tej wyjątkowej imprezie łączącej biegi na orientację, jazdę na rowerze i dyscypliny-niespodzianki. III Rajd Czterech Żywiołów odbywał się w dniach 8-9 czerwca w Kluczach (woj. małopolskie) i okolicy. Poniżej ich relacja:

2No więc nadszedł ten dzień – 8 czerwca – III edycja Rajdu Czterech Żywiołów. 5:00 rano pobudka, kawa, sprawdzenie czy wszystko co niezbędne, w tym wymagany na trasie sprzęt, spakowane i ruszamy w kierunku Kluczy. W bazie rajdu, mieszczącej się przy Orliku w Kluczach już tętni życie – zawodnicy nocujący tutaj krzątają się przed namiotami, sprawdzają sprzęt, skręcają rowery. W biurze zawodów załatwiamy wszystko szybko i sprawnie, po czym przystępujemy do posegregowania sprzętu i rzeczy do przebrania i czekamy na odprawę przedstartową. Przy okazji spotykamy jeszcze paru znajomych, więc czas mija dość przyjemnie. Na odprawie dostajemy mapy etapu II i III z zaznaczonymi punktami kontrolnymi do odszukania, mapkę etapu I, żeby nie było za łatwo, dostaniemy 5 minut przed startem. Gwoli wyjaśnienia zgłosiliśmy się do startu na trasie Open w kategorii mix (czyli zespołów dwuosobowych mieszanych), do pokonania mamy następujące etapy:

– I – bieg na orientację, trasa długości około 10 km, kolejność zaliczania punktów kontrolnych dowolna (12 punktów),

– II – etap rowerowy – długość ok. 50 km, 10 punktów kontrolnych – kolejność ich zaliczania narzucona, do tego dwa zadania specjalne na trasie – wspinaczka skałkowa i strzelanie z łuku,

– III – kolejny etap pieszy –  długość ok. 25 km, 4 punkty kontrolne o narzuconej kolejności zaliczania + tzw. scorelauf, czyli wyznaczony mniejszy teren z 11 punktami kontrolnymi o dowolnej kolejności zaliczania, do tego dwa zadania specjalne – zadanie pustynne, które miało być niespodzianką i zjazd na tyrolce do jeziora.

Ale wracamy do rajdu – 5 minut do startu i dostajemy mapy I etapu – szybka analiza jaki będzie najbardziej optymalny wariant zaliczania punktów, 9:05 i ruszamy. Okazuje się, że wybraliśmy wariant, który wybrała mniejsza grupa startujących ale odnajdywanie punktów idzie sprawnie i szybko. W sumie na tym etapie większość punktów kontrolnych znajduje się w samych Kluczach (parking przy sklepie, plac przy Urzędzie Miasta, itp.) więc nawet kompas nie jest potrzebny – odnajdujemy punkt, szybkie odbicie perforatora w odpowiednim miejscu karty kontrolnej i ruszamy dalej. W godzinę i kilka minut mamy ten etap zaliczony. Teraz szybko do bazy, przebieramy się w ciuchy rowerowe i ruszamy.

1Tutaj już odnajdywanie punktów nie idzie tak łatwo, trzeba też analizować mapę czy czasem nie lepiej pojechać skrótem przez las, łąkę czy pole niż dłuższą, ale asfaltową, drogą. Poza tym trasa jest dość pofałdowana i zmęczenie daje się we znaki. Zabawa i klimat imprezy oraz mijani co chwilę zawodnicy pozwalają jednak zapomnieć o zmęczeniu. Czasem też podpowiadamy sobie nawzajem z innymi drużynami gdzie dokładnie znajduje się punkt kontrolny, bo rywalizacja tutaj ma znaczenie drugoplanowe. Punkty czasem są ukryte naprawdę dobrze – jednego szukamy chyba z godzinę razem z inna drużyną i gdyby nie podpowiedź innych ciężko by było go odnaleźć. Na tym etapie czekają na nas na dwóch punktach kontrolnych zadania specjalne – wspinaczka skałkowa i strzelanie z łuku. Tak się złożyło, że wspinaczka wypadła na mnie, trochę obaw było bo skała była dość wysoka, na oko 6-7 metrów a ja wspinałem się raz w życiu i to na dużo niższą. Udało mi się jednak wgramolić na szczyt a potem już swobodny zjazd w szczelinie z drugiej strony skały. Drugie zadanie wykonała Agnieszka – miała 4 próby, żeby trafić z łuku do tarczy – trafiła już w drugiej próbie. Mimo zmęczenia znajdujemy jeszcze czas na zrobienie paru zdjęć, m.in. przy ruinach zamku w Rabsztynie, czy kupienia zimnej coca coli (smakowała niesamowicie). Wracamy do bazy – licznik wskazuje 60,5 km czyli więcej niż planowane ale w imprezach na orientację zakładane odległości są raczej umowne, bo szukając punktów kontrolnych albo wybierając różne warianty tras można parę ładnych kilometrów nadrobić.

A w bazie przebieramy się w czyste i suche ubrania, analizujemy mapę i wcinamy bułki, 17:20 i ruszamy dalej, na trzeci etap. Tutaj od razu na pierwszym punkcie kontrolnym umieszczonym na północnym krańcu Pustyni Błędowskiej mamy zadanie specjalne – musimy zostawić plecaki, dostajemy plastikowy kubek w którym mamy przynieść wody z Przemszy, która płynie po drugiej stronie Pustyni, czyli jakieś 2 km dalej. Oj, to zadanie daje w kość – samo dojście do rzeki w piachu już męczy a jesteśmy nieprzerwanie 9 godzin na nogach, znajdujemy rzekę i napełniamy kubek. Oczywiście wody nie można donieść mniej niż oznaczoną ilość, czyli jakiś centymetr mniej od góry. Droga potwornie się dłuży a jeszcze na koniec trzeba pokonać po piasku dość duże wzniesienie. Udaje się jednak. Przy okazji pytamy dziewczynę, która była na tym punkcie ile ekip z naszej kategorii było przed nami – okazuje się, że 4, więc jesteśmy na 5 miejscu – jest dobrze, tym bardziej, że zapisanych w tej kategorii było 16 drużyn.  Ruszamy dalej, po drodze spotykamy kolejne ekipy udające się na zadanie pustynne.

5Po jakiejś godzinie docieramy do kolejnego punktu kontrolnego – tym razem nad rzeką, zmęczenie coraz większe, do tego komary strasznie gryzą. Trzeba jednak brnąć dalej, przez lasy, pola i wioski. Poza tym robi się groźnie, bo zaczyna zmierzchać i jakby zbierało się na burzę. Do następnego punktu dochodzimy z drużyną 2 chłopaków, jednak na punkcie okazuje się, że zgubili gdzieś po drodze kartę kontrolną do potwierdzania punktów, mimo poszukiwań nie znajdują jej i postanawiają kończyć udział w rajdzie bo i tak nie zostaliby sklasyfikowani – współczujemy im szczerze.

Do końca jeszcze pozostaje parę punktów do zaliczenia i scorelauf, więc parę godzin na nogach gwarantowane. Jakoś nie uśmiecha się nam błądzenie po lasach w nocy z czołówkami, tym bardziej, że tam, gdzie jest scorelauf są zaznaczone na mapie skałki więc o wypadek nie byłoby trudno. Zaczynamy rozglądać się więc za jakimś noclegiem w wiosce w której jesteśmy – idziemy do remizy jednak tu trwa jakaś impreza weselna – przez okna widać, że alkoholu nie żałowano więc kierujemy się w kierunku kościoła – niestety na plebanii ciemno i nikt nie otwiera – pewnie proboszcz również gości na imprezie 😉 Udaje się jednak koło północy znaleźć jakieś miejsce do spania na placu zabaw w szkole i w takim półśnie czekamy do świtu. 4 rano – ruszamy dalej – nogi trochę bolą ale to już tylko parę godzin, więc damy radę. Teraz ok. 3km marszu do miejscowości o wdzięcznej nazwie Żelazko. I tutaj następuje moja największa porażka Rajdu – źle odczytuję mapę i błądzimy bez sensu półtorej godziny bezskutecznie szukając punktów. Decydujemy więc zrezygnować ze scorelaufu i zaliczyć tylko pozostałe 2 zwykłe punkty kontrolne. Coś jednak nakazuje mi jeszcze raz spojrzeć na mapę – biorę kompas, analizuję, przeliczam – i olśnienie! Już wiem gdzie jesteśmy – zmiana planów i wracamy do gry. O ile z pierwszym punktem na scorelaufie mamy trochę problemów, bo ukryty pod skałką o tyle z resztą radzimy sobie wyśmienicie – półtorej godziny i 11 punktów odnalezionych!

3Wstępują w nas nowe siły fizyczne i psychiczne. Wcinamy rodzynki, żelki i ruszamy do pozostałych 2 punktów i do bazy. Czas nagli bo do końca limitu 24 godzin pozostały niecałe 2 godziny. Oba punkty odnajdujemy bez problemu. Kiedy zbliżamy się do ostatniego, zostaje do końca 10-15 minut czasu, truchtamy resztkami sił. Dzwonią jeszcze z biura zawodów czy jesteśmy na trasie bo limit czasu się kończy i nie wiedzą czy na nas czekać. Ostatni punkt i ostatnie zadanie specjalne – odbijam szybko perforator na karcie, Agnieszka ubiera uprząż i zjeżdża tyrolką do jeziorka i odbija perforator na karcie, potem jeszcze musi wciągnąć się rękami z powrotem. Do końca limitu pozostało 5 minut, teraz już naprawdę resztkami sił lecimy do bazy. W bramie dostajemy jeszcze brawa od ekip, które już tam są, jeszcze po schodkach do góry i jest! Koniec. Niesamowite – zmieściliśmy się co do minuty w limicie 24 godzin!! Jesteśmy jednak wykończeni, obolali, brudni, pogryzieni przez komary i poobdzierani przez krzak. Satysfakcja jednak jest wielka.

Ostatecznie zajmujemy 5 miejsce w naszej kategorii mix na trasie open (sklasyfikowano 12 drużyn z 16 zgłoszonych) – wszystkie punkty kontrolne odnalazło jedynie 5 ekip (o miejscu w klasyfikacji decyduje nie czas ale liczba odnalezionych punktów, czas ma znaczenie jedynie w przypadku odnalezienia przez dwie lub więcej ekip takiej samej ich ilości). Według moich obliczeń pokonaliśmy jakieś 100-110 km, z tego 60 na rowerze, resztę na nogach.

Teraz trzeba się tylko doprowadzić do jako-takiej ludzkiej postaci, wylizać rany i szykować na kolejne imprezy!

Jacek

4Jako druga część MIXa wtrącę słówko:

Co będę pamiętać?

– Drogę powrotną przez las gdzie gęsta ciemność sprawiała, że moja pamięć jak nigdy spisała się na szóstkę i wyświetlała wszystkie horrory jakie obejrzałam stąd ten spacer nawet w towarzystwie Jacka powodował gęsią skórkę.

– Reumatyzm, który uaktywnił się po 14 godzinach na trasie… i chłód, który był okropny i drażnił mój układ nerwowy. <– sorry Jacku 😉

– Ostatnie zadanie, zapewne normalne wyciąganie się na linie czy tak jak było tutaj tyrolce nie jest wybitnie trudne ale po 24 godzinach na trasie, mało udanej nocy i rezerwach picia/jedzenia już dawno wyczerpanych brak sił to duża przeszkoda żeby swoje kilkadziesiąt kilogramów wyciągnąć na brzeg, ale udało się jednak!

Buziaki i gratulacje dla Nawigatora

Agnieszka

8 Comments

  1. Podziwiam, to już chyba nie dla mnie. Będę Wam mocno kibicować 🙂

    • a gdzie tam!! są różne trasy w zależności od stopnia zaawansowanie – np. trasa relax – ok. 10 km, zadania specjalne typu sprawdzenie w sklepie cen podanych produktów 🙂 zabawa jest świetna, wsytarczy tylko jako taka znajomość mapy i orientacja w terenie.

  2. Miny są poważne, toż to nie igraszki tylko walka z żywiołami … czterema zresztą 😉

  3. Agnieszka, a co ustrzeliłaś z tego łuku?

  4. Agnieszka coś średnie te miny na tych zdjęciach…

    Z opisu wynika że ciekawa sprawa takie imprezy…

  5. Gratuluje to był wyczyn ,jednak młodość to wspaniała chwila.Tak trzymajcie. 🙂

Leave a Reply

Close