Na początek dla niezorientowanych: Bieg Katorżnika to najbardziej ekstremalne wydarzenie biegowe w Polsce oraz jeden z najtrudniejszych biegów przełajowych w Europie. W tym roku była to VIII edycja tej imprezy. Ja miałem już przyjemność startować indywidualnie w ubiegłym roku. Tym razem zapisałem się razem z kolegą Danielem na „Ucieczkę skazańców”. Skazańcy biegną w parach, skuci łańcuchem. Żeby było ciekawiej w tej edycji początek zaplanowano na godzinę 23.30.

O tej właśnie godzinie ponad 30 par zgromadziło się na odprawie. Na początek część teoretyczna czyli krótkie szkolenie. Następnie zostaliśmy zatrzymani i uwięzieni. Polegało to na tym, że na głowy zostały nam nałożone papierowe worki, nogi skute łańcuchem, a ręce związane z tyłu. W takim stanie zapakowano nas na przyczepę jakiegoś auta i gdzieś wywieziono. Zostaliśmy zaprowadzeni do jakiegoś pomieszczenia gdzie na zmianę trzeba było stać, siedzieć, klęczeć przy dziwnych, głośnych dźwiękach ni to miauczenie kota ni to jakieś jęki, do tego co chwilę dookoła nas wybuchały petardy. Po nieokreślonym czasie zostaliśmy przeprowadzeni do piwnic, gdzie na chwilę ściągnięto nam worki z głów, kazano się rozglądnąć i zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Dalej zaprowadzono nas do następnego, mniejszego pomieszczenie, które po chwili zidentyfikowaliśmy jako kabina prysznicowa. Spodziewaliśmy się oczywiście kąpieli w zimnej wodzie, ale nic takiego nie nastąpiło. Nie na tym etapie zabawy :) Tutaj najbardziej uciążliwe były paski wżynające się w ręce i niewygodna pozycja wynikająca ze związania rąk z tyłu.

W końcu zostaliśmy wyprowadzeni na górę i oswobodzeni. Ze zdziwieniem zobaczyliśmy, że jest już prawie 4.30. Ale tak to już jest kiedy spędza się przyjemnie czas, leci on bardzo szybko.

Okazało się, że jednej parze udało się uwolnić i uciec! Nie kontynuowali jednak ucieczki bo nie mieli mapy i nie znali trasy. Ale za to, w nagrodę mogli wystartować jako pierwsi.

Wszyscy po oswobodzeniu musieli wypełnić test – odpowiedzieć na 11 pytań dotyczących uwięzienia. Np ilu było strażników, albo czy w pomieszczeniu -w którym przez chwilę nie mieliśmy worków na głowie – był telefon i czy był on sprawny. Drużyny które odpowiedziały najlepiej wyruszały na trasę wcześniej. Jeden punkt mniej z testu równał się jednej minucie opóźnienia. My bodajże wyruszyliśmy dwie, albo trzy minuty po pierwszej parze. Okazało się, że jako jedni z nielicznych odpowiedzieliśmy poprawnie na pytanie „Mapa jakiego kraju/regionu wisiała na ścianie?” Nam udało się zauważyć, że była to mapa Górnego Śląska, nie dla wszystkich mogło to być takie jasne, bo była to prawdopodobnie amerykańska, wojskowa mapa, z flagą USA.

Oczywiście przed startem zostaliśmy ponownie skuci – tym razem za ręce. Żeby nie było zbyt łatwo nikt nam nie powiedział gdzie właściwie mamy biec, dostaliśmy jedynie mapki jak trafić do punktu kontrolnego, gdzie rozpoczynała się oznakowana trasa. Po otrzymaniu mapek drużyny rozbiegły się w różne strony. Nam udało się od razu obrać dobry kierunek i sprintem dotarliśmy do punktu kontrolnego.

I od tego momentu, dopiero, rozpoczął się dla nas właściwy bieg katorżnika :) Przeprawa przez jezioro, bagna, niewidoczne korzenie tnące nogi, krótkie odcinki biegu po lesie, po największych zaroślach, błoto z którego ciężko było wyciągnąć nogę i tak na zmianę :) Do tego lodowata woda w bagnach i trochę cieplejsza w jeziorze. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w czołówce, bo trasa po której biegliśmy nie była bardzo przetarta, ale nie mieliśmy pojęcia, na którym jesteśmy miejscu. Bardzo się zdziwiliśmy gdy wyprzedzaliśmy grupę biegaczy zatrzymanych przez organizatorów, a nam pozwolono biec dalej. Później się dowiedzieliśmy, że ci zatrzymani biegacze zostali zaatakowani przez byka, który zmusił ich do skrócenia trasy. Uciekając przed bykiem wpadli na organizatorów, na szczęście nie zostali zdyskwalifikowani, jedynie na chwilę zastopowani. Przypomnieliśmy sobie, że my w pewnym momencie na skraju lasu również spotkaliśmy stado krów, ale byka nie widzieliśmy. Nie wiem czy z tego powodu się cieszyć czy nie, bo z opowieści na mecie wynika, że ucieczka przed bykiem była jedną z większych atrakcji biegu :)

Mniej więcej w połowie trasy jedyny punkt odżywczy – czyli pyszny jogurcik. Punktów odświeżania nie przewidziano :)
Pod koniec zaczęli się pojawiać kibice na trasie i nasze przypuszczenia zostały potwierdzone – jesteśmy wysoko – na 3 miejscu! Kiedy jeszcze rozpoznałem trasę z zeszłego roku i wiedziałem, że do mety blisko to pomimo dużego zmęczenia chyba trochę przyspieszyliśmy. Mieliśmy sporą przewagę nad następnymi skazańcami, ale ciągle mieliśmy ich w zasięgu wzroku. Głupio byłoby dać się wyprzedzić tak blisko przed metą. Ostatni odcinek to przygotowane przez organizatorów atrakcje: rury, tunele, zasieki, druty kolczaste, skok z pomostu, przejście po 5 metrowych drabinach itp. Na sam koniec jeszcze runda honorowa po molo i linia mety. Na mecie gratulacje, medale-podkowy i informacja, że dekoracja zwycięzców odbędzie się ok. 11. Trochę nam to pokrzyżowało plany szybkiego powrotu do domu, ale nie myśleliśmy o tym żeby się skarżyć :)

Po ochłonięciu – wstępna kąpiel w jeziorze, potem prysznic. Domyć tak od razu się nie dało, ale wyglądaliśmy już lepiej. W oczekiwaniu na dekorację zjedliśmy posiłek regeneracyjny – oczywiście grochówkę. Widzieliśmy również zmagania najmłodszych katorżników. Co zrozumiałe dzieci miały do pokonania krótszy dystans. Im młodsze – tym krótszy. Nie wiem dokładnie jak wyglądała trasa dzieci, ale te najstarsze po przekroczeniu linii mety wyglądały jak katorżnicy-seniorzy. Ale co ważne, wszyscy bez wyjątku byli uśmiechnięci, dumni i bardzo zadowoleni. Startu dorosłych katorżników już nie widzieliśmy, bo w tym roku miejsce startu było w innym miejscu i zawodnicy byli tam dowożeni przed samym startem.

Gdzieś przed dwunastą odbyła się dekoracja pierwszej trójki „Ucieczki skazańców” z naszym udziałem :) Upominki dla najlepszych drużyn w imieniu szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego wręczał dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. broni w st. spocz. Lech Konopka.

Po tym wszystkim zmęczeni, niewyspani, ale bardzo usatysfakcjonowani mogliśmy wrócić do domów, marząc żeby tylko położyć się do łóżek.

AUTOR RELACJI: Rafał Żak

4 Comments

  1. Mi na razie wystarczy wrażeń, ale gdyby ktoś był chętny to już za tydzień można wziąć udział w podobnym biegu.
    http://www.pogromwichra.pl/

  2. Wielki wyczyn i super relacja, czytalam jak ksiazke przygodowa. Pozdrawiam wszystkich z Chorwacji 🙂

Leave a Reply

Close